Idziemy do São Bento Station i od razu wiadomo, że to nie jest zwykły dworzec. Budynek powstał na początku XX wieku w miejscu dawnego klasztoru, a jego wnętrze szybko stało się jedną z wizytówek miasta. Największe wrażenie robią ściany pokryte azulejos, jest ich tu ponad 20 tysięcy.
Te niebiesko-białe kafle opowiadają historię Portugalii: widać sceny bitew, koronacji, życia codziennego i ważnych wydarzeń z przeszłości kraju. Są tu m.in. motywy związane z podbojami i transportem, które pokazują, jak rozwijało się Porto i cały region. Autorem dekoracji jest Jorge Colaço, który stworzył je na początku XX wieku, inspirując się tradycyjną portugalską ceramiką. Światło wpadające przez wysokie okna dodatkowo podbija klimat tego miejsca, przez co bardziej przypomina ono muzeum niż dworzec kolejowy.
Na koniec jeszcze wstępujemy do Igreja de Santo Ildefonso, jednego z najbardziej charakterystycznych kościołów w Porto. Jego fasada pokryta jest setkami niebiesko-białych azulejos, które wieczorem, w ciepłym świetle lamp, wyglądają jeszcze bardziej klimatycznie.
To spokojny moment na zakończenie dnia, kilka minut ciszy, zanim powoli wracamy na nocleg.
Rano, jeszcze przed wyjazdem z Porto, robimy krótki przystanek przy stadionie Estádio do Dragão – domu FC Porto. To jedno z tych miejsc, które robią wrażenie nawet na osobach, które nie są fanami piłki, nowoczesna bryła, ogromna przestrzeń i czuć tu klimat wielkiego klubu.
Idąc w stronę nabrzeża, jeszcze przez chwilę trzymamy się klimatycznych uliczek starego Porto. Po drodze mijamy Palácio da Bolsa – XIX-wieczny budynek dawnej giełdy kupieckiej, który miał podkreślać znaczenie miasta jako centrum handlu. W środku znajduje się jedna z najpiękniejszych sal w Porto – bogato zdobiona Sala Arabska, pełna złota i detali inspirowanych stylem mauretańskim, a koszt zwiedzania to ok. 14 € za osobę. Kierujemy się na tętniące życiem nabrzeże Cais da Ribeira. To tutaj Porto spotyka się z wodą. Nad brzegiem ciągnie się rząd wąskich, kolorowych kamieniczek z charakterystycznymi balkonami, na których suszy się pranie, a u ich stóp, przytulone do wysokiego kamiennego muru, kawiarniane ogródki kuszą zapachem kawy i owoców morza.
Sé do Porto to jedna z najstarszych budowli w mieście, której początki sięgają XII wieku, choć przez wieki była wielokrotnie rozbudowywana i łączy dziś styl romański, gotycki i barokowy. W środku można zobaczyć m.in. krużganki, kaplice i bogato zdobione wnętrza, które pokazują znaczenie Porto w dawnych czasach. Bilet wstępu kosztuje ok. 3–5 €, w zależności od zakresu zwiedzania. My tym razem odpuściliśmy, było już późno, a dzieciaki miały zdecydowanie dość, więc zostawiliśmy to na kolejny raz. Poniżej jeszcze kilka kadrów z krętych uliczek
Porto, miejsc, gdzie najlepiej czuć prawdziwy klimat miasta. Wąskie przejścia, schody między kamienicami i detale, które łatwo przegapić na głównych trasach.
Zaledwie kilka kroków od tego cyrkowego szaleństwa czeka na nas nagroda za intensywny spacer, mała, nowoczesna cukiernia Manteigaria. Jeśli Porto ma swój kulinarny symbol, to jest nim właśnie pastel de nata. Te genialne babeczki z chrupiącego ciasta francuskiego, wypełnione aksamitnym, budyniowym kremem z nutą cynamonu, kosztują tu zaledwie 1,5 euro za sztukę. Przez przeszkloną witrynę dzieciaki mogą na żywo podglądać cukierników, którzy z niesamowitą precyzją formują i wypiekają kolejne blachy tych pyszności. Kupujemy małe pudełko, posypujemy ciastka cynamonem i cukrem pudrem, po czym zjadamy je jeszcze ciepłe, siedząc na schodach monumentalnego, kamiennego kościoła Igreja dos Clérigos, który wznosi się tuż obok.
Na dole robi się bardziej kulinarnie. Można tu zjeść coś na szybko – tapas, kanapkę, kawałek sera – wypić kieliszek porto albo po prostu pokręcić się między stoiskami. Na ladach leżą świeże owoce, ryby, mięso, kiełbasy, czekoladki i lokalne przysmaki. Typowy targowy chaos, ale w najlepszym wydaniu.
Na końcu wychodzimy już w okolice Sé do Porto i to jest ten moment, kiedy wszystko się otwiera – przestrzeń, widoki na Douro i zupełnie inna perspektywa miasta. W kilka minut przechodzimy drogę od turystycznej Ribeiry do surowego, prawdziwego Porto, które zostaje w głowie na długo.
Wychodząc na tarasy przy katedrze, zatrzymujemy się na chwilę, bo tu naprawdę warto zwolnić. Z jednej strony mamy widok na rzekę i most Dom Luís I Bridge, z drugiej dachy Ribeiry, które jeszcze chwilę temu mieliśmy tuż obok.
Po naładowaniu baterii cukrem, idziemy kilka kroków dalej pod słynną księgarnię Livraria Lello. Umówmy się wnętrze, które rzekomo inspirowało autorkę Harry'ego Pottera, wygląda zjawiskowo, ale wizja stania w gigantycznej kolejce z dwójką dzieciaków skutecznie nas wyleczyła z wejścia do środka. Sam bilet wstępu kosztuje obecnie 10 euro (kwotę tę można potem odliczyć przy zakupie książki), ale w duchu slow travel wolimy ten czas spędzić na powietrzu. Oglądamy więc tylko piękną neogotycką fasadę i idziemy dalej.
Kawałek obok trafiamy na Praça de Gomes Teixeira, przez tutejszych nazywany placem ze lwami. No właśnie, na środku stoi wielka, monumentalna Fontanna Lwów (Fonte dos Leões). Skąd tu skrzydlate bestie, które dzieciakom od razu skojarzyły się ze smokami? Otóż ta XIX-wieczna fontanna została sprowadzona prosto z Francji i miała po prostu zapewnić miastu bieżącą wodę, a cztery skrzydlate lwy to klasyczny, mitologiczny motyw, który idealnie wpisał się w tutejszy, nieco tajemniczy klimat.
Pierwszy przystanek robimy przy Capela das Almas, znanej też jako Chapel of Souls. Ten niewielki kościół przy Rua de Santa Catarina trudno przeoczyć, jego fasady pokrywają tysiące biało-niebieskich azulejos przedstawiających sceny z życia św. Franciszka z Asyżu i św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Sama świątynia powstała pod koniec XVIII wieku, ale charakterystyczną ceramiczną „skórę” dostała dopiero w 1929 roku, kiedy pokryto ją ponad piętnastoma tysiącami płytek. W efekcie wygląda bardziej jak ogromna porcelanowa ilustracja niż zwykły kościół.
Kilkadziesiąt metrów dalej zaglądamy na Mercado do Bolhão, jeden z najbardziej charakterystycznych targów w Porto. Ten neoklasyczny budynek z 1917 roku przez lata był sercem lokalnego handlu i mimo modernizacji wciąż zachował atmosferę starego portugalskiego bazaru. Wąskie przejścia wypełniają kolory, zapachy i gwar rozmów sprzedawców.
Na górnym poziomie dominują stoiska z rękodziełem i lokalnymi produktami. Tu trafiamy na niewielkie stoisko z perfumami Smell It, pachną intensywnie cytrusami i oceanem, bardzo portugalsko, więc jeden flakon trafia do plecaka.
Obok znajduje się też Museu FC Porto, gdzie można przejść przez historię zespołu, zobaczyć trofea, archiwalne materiały i multimedialne wystawy. Nawet szybka wizyta daje fajny kontekst do zrozumienia, jak ważny jest klub dla miasta. Teraz, gdy w FC Porto gra polskie trio, stadion Estádio do Dragão i muzeum przyciągają jeszcze bardziej, naszych rodaków.
Museu FC Porto jest nowoczesne i mocno multimedialne, dużo ekranów, interakcji i historii klubu pokazanej w naprawdę angażujący sposób, więc nawet dzieciaki się nie nudzą.
Zwiedzanie jest możliwe codziennie (zwykle ok. 10:00–19:00, w dni meczowe godziny mogą się zmieniać), a bilet łączony stadion + muzeum kosztuje ok. 25€ dla dorosłych i 13€ dla dzieci.
Wskazówki praktyczne:Nie jedź funicularem – idź schodami - Funicular kusi, ale prawdziwy klimat Porto jest między poziomami miasta – w przejściach, schodach i bocznych uliczkach.
Rano Ribeira, wieczorem widoki - Ribeira wcześnie = pusto i klimatycznie. Tarasy przy katedrze albo most Dom Luís I najlepiej na zachód słońca.
Omijaj restauracje „na pierwszej linii” - Najdrożej i najbardziej turystycznie. Wystarczy wejść jedną uliczkę wyżej, lepiej autentyczniej i taniej.
Kawa + pastel de nata = obowiązek, ale…Nie bierz w pierwszym lepszym miejscu przy głównej ulicy – różnica jakości jest ogromna.
Most Dom Luís I – przejdź górą i dołem. Dwa różne doświadczenia: dół = blisko rzeki, góra = widoki jak z drona.
Time Out Market = plan B zawsze działa Jak dzieci zmęczone albo nie chce się szukać, masz wszystko w jednym miejscu i każdy znajdzie coś dla siebie.
Azulejos oglądaj rano albo wieczorem. W São Bento światło robi robotę, w południe jest tłum i płasko na zdjęciach.
Woda i buty - Brzmi banalnie, ale Porto to góra/dół non stop, bez wygodnych butów szybko się kończy energia.
Zostaw „nicnierobienie” w planie - Najlepsze momenty w Porto to te bez planu, ławka, widok, kawa i patrzenie na miasto.
Dzieci? Rób krótkie odcinki - Porto potrafi zmęczyć, lepiej dzielić zwiedzanie na krótsze etapy + przystanki (lody działają zawsze 😄)**
Na szybką kolację wpadamy do Time Out Market Porto, który praktycznie „przyklejony” jest do stacji São Bento. To coś w stylu food courtu, ale na dużo wyższym poziomie – w jednym miejscu masz najlepsze lokalne knajpy i kuchnię z całego Porto.
Można tu spróbować klasyków jak francesinha, świeże owoce morza, bacalhau w różnych odsłonach, ale też burgery, ramen czy coś na szybko dla dzieci. Do tego wino z Douro, piwo albo kawa, wszystko bez kombinowania i biegania po mieście. My bierzemy coś na luzie, siadamy przy wspólnych stołach i po całym dniu chodzenia to jest dokładnie to, czego trzeba, szybko, dobrze i bez spiny.
Dalej idziemy przez Rua das Flores – jedną z najbardziej reprezentacyjnych ulic w tej części miasta. Tu Porto pokazuje bardziej elegancką stronę: odnowione kamienice, kawiarnie, małe butiki. Spaceruje się tu już zupełnie inaczej niż w wąskich zaułkach – więcej przestrzeni, więcej światła i taki lekko „paryski” vibe.
Gdy odwrócimy się w stronę rzeki, uderza nas widok monumentalnego, stalowego mostu Ponte de Dom Luís I. Ta dwupoziomowa, ażurowa konstrukcja spina brzegi Porto i Vila Nova de Gaia, a na jej górnym pokładzie, wysoko nad wodą, co chwilę przemyka żółty wagonik metra. Zamiast iść na łatwiznę i wyjeżdżać na wyższy poziom miasta wagonikiem (choć stroma kolejka Funicular dos Guindais kusi, by w kilka minut wywieźć nas z Ribeiry prosto w okolice katedry), wybieramy bardziej klimatyczną opcję i ruszamy pieszo.
Po kilku krokach odbijamy w bok i zaczynamy wspinaczkę przez Escadas do Barredo, wąskie przejścia, strome schody i klimat, który nagle robi się dużo bardziej lokalny niż turystyczny. Idziemy powoli w górę, mijając kamienice praktycznie na wyciągnięcie ręki, pranie nad głową, stare drzwi, ludzie siedzący w oknach. To podejście jest krótkie, ale konkretne, więc łapiemy oddech co chwilę i przy okazji chłoniemy atmosferę miejsca.
Schodząc w kierunku rzeki, porzucamy szerokie aleje na rzecz prawdziwego labiryntu. Kluczymy po krętych, wąskich uliczkach i stromych, kamiennych schodach, gdzie pranie suszy się nad głowami, a zza rogu leniwie mrużą oczy tutejsze koty. Naszym celem jest World of Discoveries, interaktywne muzeum poświęcone wielkim portugalskim odkrywcom.
Trzeba na to miejsce przeznaczyć solidne 2 godziny. Bilet wstępu kosztuje 15 euro za osobę dorosłą i 9 euro za dziecko (warto kupić online, bywa taniej). Czy warto? Dla rodzin z dzieciakami, absolutnie. Całość urządzono trochę jak w Disneylandzie. Największą atrakcją jest zamknięty etap, gdzie wsiadamy do repliki łodzi i płyniemy wodnym kanałem przez kolejne, multimedialne krainy. Mijamy Indie, pachnącą przyprawami Azję, Chiny, tradycyjną Japonię, aż po dziką Amazonię i Amerykę. Dla dzieciaków to genialna, namacalna lekcja historii podana w formie dynamicznej przygody, a dla nas chwila wytchnienia po intensywnym schodzeniu w dół miasta.
Z placu przechodzimy pod kościół Igreja do Carmo, którego boczna ściana to absolutne arcydzieło, gigantyczny, biało-niebieski obraz ułożony z płytek azulejos. Tuż obok doklejony jest drugi kościół (Igreja dos Carmelitas), a pomiędzy nimi kryje się Casa Escondida, czyli „Ukryty Dom”. To najwęższy dom w Porto, mający zaledwie nieco ponad metr szerokości! Powstał, żeby po pierwsze, odizolować od siebie mnichów i zakonnice z obu sąsiadujących świątyń, a po drugie, zaspokoić dawne prawo, które zabraniało budowania dwóch kościołów dzielących wspólną ścianę. Chcieliśmy zajrzeć do tego architektonicznego dziwadła, ale niestety drzwi były zamknięte na cztery spusty, więc dzieciakom musiały wystarczyć opowieści o sekretnym przejściu, a nam zdjęcia pięknych, barokowych wnętrz samego kościoła. Bilet wstępu kosztuje obecnie 7 euro za osobę dorosłą (dzieci do 12 roku życia wchodzą za darmo).
Wychodzimy z tętniącego życiem targu Bolhão i idziemy prosto na Praça da Liberdade. Otwiera się przed nami monumentalna perspektywa, gdzie szary granit lśni w słońcu z iście europejskim rozmachem. Pośrodku placu, na potężnym cokole, pręży się odlany z brązu pomnik konny króla Piotra IV (Dom Pedro IV), który z miną zwycięzcy trzyma w garści zwiniętą Kartę Konstytucyjną. To ten dokument dał miejscu nazwę: Plac Wolności. Dla nas to idealny moment na zrzucenie plecaków i leniwy reset w duchu slow travel. Dzieciaki natychmiast zaczynają tropić tutejsze gołębie, a my siadamy i chłoniemy południowy rytm, gapiąc się na strzelającą w błękit nieba granitową wieżę Torre dos Clérigos. Coś pięknego!
Gdy obfotografujemy plac, nurkujemy w boczną uliczkę i przekraczamy próg The Fantastic World of Portuguese Sardine. Dzieciakom totalnie opadają szczęki, lądujemy w samym środku cyrkowego szaleństwa, której kontrast z szarym granitem ulicy jest wręcz atomowy. Pod stopami lśni krwistoczerwona podłoga, w tle wiruje podświetlone miniaturowe koło diabelskiego młynu, a ze ścian macha wielki homar zapraszający na „The Lobster Show”. Półki uginają się od tysięcy puszek z sardynkami układających się w barwne mozaiki. Każda wygląda jak miniaturowy komiks i ma nadrukowany inny rocznik z historii. Kto by pomyślał, że ze zwykłej puszki ryby można zrobić takie popartowe arcydzieło?
1. Capela das Almas - Zaczynamy przy słynnej kaplicy całej w azulejos przy Rua de Santa Catarina. Najlepiej podejść rano, mniej ludzi i ładniejsze światło do zdjęć.
2. Mercado do Bolhão - Targ kawa, pastel de nata, tapas można wypić kieliszek porto. Stoiska z rękodziełem i produktami regionalnymi Nawet jeśli nic nie kupujecie, warto zajrzeć dla klimatu.
3. Praça da Liberdade - Główna oś miasta z pomnikiem króla Pedro IV. Tu zaczyna się elegancka część Porto. Tu znajduję się napis PORTO.
4. Livraria Lello - Najbardziej znana księgarnia w Portugalii. Jeśli chcecie wejść, rezerwujcie bilet wcześniej, kolejki potrafią być absurdalne.
5. Fonte dos Leões - Fontanna z lwami przed uniwersytetem – szybki przystanek foto.
6. Igreja do Carmo - Kościół z boczną ścianą pokrytą azulejos. Jeden z najbardziej fotogenicznych punktów trasy.
7. Torre dos Clérigos - Można wejść na wieżę, widok 360° na całe Porto. Wejście płatne, ale warte wysiłku.
8. Miradouro da Vitória - Darmowy punkt widokowy na Ribeirę i Douro. Krótki postój, ale widok top.
9. World of Discoveries - Atrakcja trochę jak Disneyland w wersji historycznej. Wsiadasz do łódki i płyniesz przez historię portugalskich odkryć geograficznych.
10. Palácio da Bolsa - Z zewnątrz niepozorny, ale w środku… petarda. Największe wrażenie robi Sala Arabska, złoto, detale, klimat jak z Maroka. To dawna giełda kupiecka, więc wszystko miało robić wrażenie na inwestorach.
11. Nabrzeże Douro - Spacer wzdłuż rzeki to obowiązek. Klimat totalnie wakacyjny – knajpki, muzyka, street vibe
Po intensywnym pierwszym dniu po drugiej stronie rzeki czas wrócić do właściwego Porto i zobaczyć to, co najważniejsze. Jeśli zastanawiasz się, jak dobrze zaplanować zwiedzanie, to właśnie tutaj zaczyna się idealna kontynuacja: Porto – co zobaczyć w 1 dzień? Gotowa trasa po centrum miasta, którą bez pośpiechu przejdziesz krok po kroku, łapiąc po drodze klimat miasta.
12. Funicular dos Guindais - Jeśli nie chce Ci się wspinać to to jest rozwiązanie. Krótka kolejka łącząca dół (Ribeira) z górą miasta. Widoki po drodze naprawdę dobre, sczególnie na most Dom Luís I.
13. Escadas do Barredo - Schody, które wyglądają jak scena z filmu. Wąskie, trochę dzikie, między starymi kamienicami. Tu czuć prawdziwe Porto – bez filtrów. Idealne miejsce na zdjęcia, ale też na chwilę zgubienia się.
14. Sé do Porto (katedra) - Surowa, trochę twierdza bardziej niż kościół. Ale ma swój klimat. Warto wejść na dziedziniec – widoki na miasto i rzekę są konkretne.
15. Rua das Flores - Jedna z najfajniejszych ulic w Porto. Życie, knajpy, muzycy uliczni. Idealna na spacer bez planu. Tu się po prostu idzie i chłonie klimat.
16. São Bento (dworzec) - Z zewnątrz zwykły dworzec, ale w środku… azulejos robią robotę. Setki tysięcy płytek pokazujących historię Portugalii. Wchodzisz „na chwilę”, a zostajesz dłużej.
17. Igreja de Santo Ildefonso - Kościół cały pokryty niebieskimi azulejos. Bardzo fotogeniczny, szczególnie z placu przed nim. W środku spokojniej, ale to fasada przyciąga uwagę.
18. Estádio do Dragão - Dla fanów piłki – must have. Stadion FC Porto, nowoczesny i robiący wrażenie. Można wejść na zwiedzanie + muzeum. Nawet jeśli nie jesteś fanem – warto zobaczyć, bo to kawał portugalskiej dumy.
Zwiedzanie Porto zaczynamy od Rua de Santa Catarina, jednej z najbardziej ruchliwych ulic handlowych w mieście. Trafia nam się małe pogodowe okienko po wczorajszym deszczu i wietrze wreszcie przestaje padać, a powietrze robi się zaskakująco przyjemne. Ulica powoli się budzi: otwierają się sklepy, kawiarnie wystawiają stoliki, a mieszkańcy i turyści mieszają się w typowym dla Porto spokojnym, niespiesznym rytmie.
Sprawdź nas:
Strona www stworzona w kreatorze WebWave.