Blog podróżniczy | Enoturystyka, wina, przepisy, zwiedzanie z dzieckiem, podróże rowerowe

Z przełęczy rusza dobrze oznaczony szlak (część pętli PR lub warianty łączące się ze szlakiem GR70). Początkowy odcinek łagodnie pnie się w górę przez otwarty, wrzosowy płaskowyż. Ścieżka jest szeroka, wyraźna i bardzo wygodna do marszu.

Droga powrotna ze szczytu to czysta przyjemność, szlak prowadzi łagodnie w dół, a przed oczami stale rozpościerają się otwarte przestrzenie i słoneczne krajobrazy Mont Lozère. Piaszczysto-kamienista ścieżka wije się wśród pofalowanych hal, niskich sosen i pachnących wrzosowisk.

 

Wodospad Cascade de Rûnes

Kawałek dalej na trasie, niedaleko Pont-de-Montvert, natrafiamy na kolejne niezwykłe miejsce, spektakularny wodospad Cascade de Rûnes. Woda spada tu z progu skalnego z wysokości niemal 60 metrów wprost do głębokiego, granitowego kotła otoczonego bujną zielenią i surowymi skałami. To idealny przystanek na chwile oddechu, regenerację sił i posłuchanie potężnego szumu wody.

Wodospad znajduje się tuż przy drodze D998 między Pont-de-Montvert a Florac. Przy drodze dostępny jest mały parking. Zejście ścieżką w dół do samego kotła wodospadu zajmuje około 10–15 minut (bywa ślisko, warto mieć buty z dobrą podeszwą).

 

Gdy mniejsze nóżki zaczynają powoli odczuwać kilometry przepracowane na szlaku, z pomocą przychodzi niezawodna „podwózka na barana”. Z perspektywy tatowych ramion świat wygląda jeszcze ciekawiej, a zejście w stronę parkingu mija szybko, lekko i w genialnych nastrojach.

Ostatnie kroki i w końcu meldujemy się na samym szczycie! Punkt kulminacyjny wyznacza tu potężny, granitowy głaz z zamontowaną na nim tarczą orientacyjną (table d'orientation). To właśnie przy nim dziewczynki spędziły dłuższą chwilę, z zaciekawieniem wypatrując odległych pasm górskich na horyzoncie i sprawdzając na mapie, co właściwie widać wokół nas. Stojąc tam, przy łagodnym powiewie wiatru, ma się poczucie opanowania całego regionu. Z roztaczającej się wokół panoramy 360 stopni można podziwiać pofalowane płaskowyże Mont Lozère, głębokie doliny Cévennes, a przy dobrej widoczności nawet majaczące na horyzoncie Alpy czy zarys Morza Śródziemnego.

Taka nagroda na szczycie sprawia, że cały trud podejścia natychmiast idzie w zapomnienie, a dla najmłodszych odczytywanie nazw szczytów z kamiennej róży wiatrów to doskonała zabawa na zakończenie górskiej wędrówki.

Przechadzając się wzdłuż ścieżki przy Cascade de Rûnes, warto bacznie patrzeć pod nogi i na granitowe skały otaczające strumień. Na jednym z kamieni można dostrzec niezwykły, tajemniczy ryt, wyryty w okręgu napis przypominający mistyczne znaki lub tajemne runy, wykończony ozdobną wstęgą u dołu.

Choć jak wiemy, sama nazwa Rûnes wywodzi się z celtyckiego słowa oznaczającego „rumowisko skalne” lub „płynącą wodę”, to taki widok wyrytych w granicie znaków na porośniętym porostami kamieniu idealnie podkręca wyobraźnię i dodaje temu miejscu niesamowitego, lekko tajemniczego klimatu.

Niezwykłe na tym szlaku są nie tylko widoki, ale i spotkania. Na trasie Tosia błyskawicznie zaprzyjaźniła się z małą dziewczynką z Tuluzy, która wędrowała po Cévennes ze swoim dziadkiem. Co ciekawe i niezwykle miłe, oboje świetnie mówili po angielsku, co we francuskich górach wcale nie jest taką oczywistością! Dziecięca ciekawość i brak barier językowych sprawiły, że wspólny odcinek drogi minął nam niepostrzeżenie, w przemiłej, międzypokoleniowej atmosferze.

Wzdłuż szlaku regularnie mijamy charakterystyczne, wysokie, granitowe słupy zwane montjoies. Wyznaczają one kierunek marszu i mają niesamowitą historię, w dawnych wiekach ratowały życie pasterzom i wędrowcom, wskazując bezpieczną drogę, gdy gęsta mgła lub zimowa zamieć całkowicie zasłaniały widoczność.

Po sprawnym zejściu ze szczytu i zapakowaniu się do samochodu ruszyliśmy krętą drogą w stronę urokliwego Le Pont-de-Montvert. Ponieważ na szlak wyruszyliśmy wcześnie rano, wjazd do miasteczka zaliczyliśmy w idealnym momencie, tuż przed francuską przerwą obiadową o 14:00, co w tych stronach bywa nie lada wyczynem! Wąskie, granitowe uliczki u stóp Mont Lozère tętniły życiem, a szum przepływającej pod zabytkowym moście rzeki Tarn stworzył idealne tło dla zasłużonego posiłku. Miasteczko oferuje kilka genialnych punktów gastronomicznych, z których wyselekcjonowaliśmy dla Was trzy najciekawsze miejsca.

1. Auberge des Cévennes - Pont de Montvert

  • Dlaczego warto: Prawdopodobnie najbardziej ikoniczne miejsce w osadzie. Restauracja mieści się w tradycyjnym, granitowym budynku tuż przy samym zabytkowym moście, a z jej tarasu roztacza się doskonały widok na rzekę Tarn i kaskady.

  • Co zjeść: Słyną z lokalnego, wyśmienitego aligot serwowanego z pieczoną kiełbaską oraz dań z tradycyjnej jagnięciny z Cévennes.

 

2. La Truite Enchantée

  • Dlaczego warto: Kameralna i swobodna knajpka z bardzo przyjaznym, rodzinnym klimatem, położona nieopodal brzegu rzeki.

  • Co zjeść: Jak sama nazwa wskazuje, ich specjalnością jest świeży, lokalny pstrąg (la truite) podawany z masłem i ziołami, a także znakomite sałatki z wiejskim serem Pélardon i kasztanami.

 

3. Le Merlet (lub Hotel-Restaurant de la Poste)

  • Dlaczego warto: Świetne, autentyczne bistro skupione na regionalnych produktach z Lozère, oferujące bardzo smaczne, domowe menu dnia (menu du jour).

  • Co zjeść: Genialne wędliny i pasztety rzemieślnicze na start, wolno gotowane gulasze z dziczyzny oraz domowe tarty z owocami leśnymi.

Trekking na Pic de Finiels – parking, start i opis trasy

Najdogodniejszym punktem startowym na szczyt jest przełęcz Col de Finiels (1541 m n.p.m.), położona przy malowniczej drodze D20 łączącej Le Bleymard z Le Pont-de-Montvert. Znajduje się tam bezpłatny, usytuowany tuż przy drodze parking, na którym bez problemu zostawicie samochód przed wyjściem w góry.

Samo wejście rozpoczyna się bezpośrednio z parkingu i od pierwszych kroków wprowadza w wyjątkowy klimat Parku Narodowego Cévennes.

Całą naszą trasę tu👉 link do trasy.

Czy warto odwiedzić Pic de Finiels i Cévennes?

Park Narodowy Cévennes i Mont Lozère to przestrzenie, które zachwycają surowością, ciszą i autentycznością. Nie ma tu komercji, głośnych atrakcji ani tłumów. Jest za to czysta przestrzeń, zapach wrzosów, granitowe skały, szum wodospadów i ślady tajemniczej przeszłości rozsiane po płaskowyżach.

Nam właśnie dlatego spodobało się tutaj tak bardzo. To wymarzone miejsce na pieszy hiking, odcięcie się od codziennego zgiełku i obcowanie z naturą w jej najczystszym wydaniu. Niezależnie od tego, czy wpadniecie tu tylko na krótki spacer pod menhiry w Les Bondons, czy zdecydujecie się na pełny trekking na Pic de Finiels, ten rejon na pewno zostanie w Waszej pamięci na długo.

Oto widok, który absolutnie definiuje sielski, a zarazem surowy klimat pasterstwa w Parku Narodowym Cévennes. Na pierwszym planie pasie się stadko rudych krów, niespiesznie skubiących trawy na otwartym płaskowyżu, a w tle majaczą dwie niezwykłe, idealnie stożkowate formacje skalne, słynne Trucs de Bondon (Truc de Mimat i Truc de Bondon).

Te charakterystyczne, wapienne stożki ostańcowe wyłaniające się z płaskiego krajobrazu wyglądają niczym wulkaniczne kratery lub tajemnicze, prehistoryczne kopce. To właśnie tutaj, w otoczeniu rozległych przestrzeni i falujących wzgórz, czuć niesamowitą harmonię tradycyjnego pasterstwa z dziką naturą.

Cham des Bondons

Na sam koniec naszej trasy dotarliśmy do miejsca absolutnie unikalnego w skali całej Europy, Cham des Bondons. To rozległy, wapienny płaskowyż, który skrywa drugie pod względem wielkości (po bretońskim Carnac) zagęszczenie megalitów na naszym kontynencie! Znajduje się tu ponad 150 granitowych menhirów wzniesionych przez ludzi w epoce neolitu, ponad 4000 lat temu.

Cham des Bondons to punkt, w którym po prostu warto się zatrzymać, choćby na chwilę, żeby zrobić pamiątkowe zdjęcie niesamowitym, tajemniczym monolitom wyłaniającym się ze złotych traw płaskowyżu. A jeśli ktoś ma więcej czasu, warto wybrać się na pełny, kilkukilometrowy spacer pętlą ścieżki dydaktycznej (Sentier des Menhirs), by z bliska poczuć magię tego prehistorycznego miejsca i zobaczyć największe skupiska stojących kamieni.

Po drodze trafiamy na genialne miejsce na krótki odpoczynek dla nóg i małe przekąskowe ładowanie baterii,pyszne madalenki w takich okolicznościach przyrody smakują dwukrotnie lepiej! Przysiadamy na surowym, kamiennym murku wkomponowanym bezpośrednio w granitowe skały, otoczonym kwitnącą wierzbówką i kępami górskich sosen. To idealny punkt widokowy, by na chwilę zatrzymać się, wziąć głęboki oddech i po prostu popatrzeć przed siebie na rozpościerające się w dole doliny.

 

Trasa w dwie strony (wariant tam i z powrotem) to około 8 km, co przekłada się na niespieszny spacer trwający od 2 do 2,5 godziny (z zapasem czasu na pamiątkowe zdjęcia na szczycie). Dostępna jest również pętla, jeśli chcecie wrócić ciut inną ścieżką, tak jak my.

Im wyżej wchodzimy, tym krajobraz staje się bardziej surowy, a drzewa uciekają z pola widzenia. Podejście na łagodną, kopulastą kulminację Pic de Finiels (1699 m n.p.m.) nie wymaga trudnej wspinaczki technicznej, to mały, przyjemny wysiłek kondycyjny, z którym spokojnie poradzą sobie także starsze dzieci czy osoby o rekreacyjnej formie.

Po drodze mijamy charakterystyczny słup ze drogowskazami na przełęczy Col de la Daille (1633 m n.p.m.), stanowiącej istotny węzeł szlaków na płaskowyżu Mont Lozère. To właśnie tutaj nasza trasa przecina słynny, oznaczony czerwonobiałą rusztyną szlak GR 70 (Szlak Stevensona), prowadzący w stronę Le Bleymard oraz stacji narciarsko-turystycznej Station du Mont Lozère.

Żółta tabliczka upewnia nas, że do samego szczytu Sommet de Finiels został już tylko ostatni, 1-kilometrowy odcinek łagodnego podejścia po piaszczysto-szutrowej ścieżce. Przed nami otwiera się niemal nieograniczona przestrzeń falujących wrzosowisk i traw, gdzie szerokie niebo i górzysty krajobraz Cévennes towarzyszą każdemu kolejnemu krokowi.

 

Wyobraźcie sobie miejsce, w którym horyzont nie ma końca, szlaki prowadzą przez surowe, wrzosowe płaskowyże, a wiatr niesie ze sobą niesamowite poczucie przestrzeni i wolności. Jest cicho, dziko i monumentalnie. Nie ma tu komercyjnych atrakcji, tłumów turystów ani pośpiechu. Jest za to surowa natura Parku Narodowego Cévennes, która od pierwszych kroków zachęca, by zwolnić i zatopić się w niespiesznej wędrówce.

29 lipca 2026

"Pic de Finiels i Cévennes: trekking, legendarny wodospad i tajemnicze menhiry"

Cévennes są ogromne, niesamowicie piękne i wciąż stosunkowo mało znane w Polsce. To jeden z tych rejonów Francji, w którym aż chce się spakować plecak, założyć wygodne buty trekkingowe i ruszyć przed siebie.

Nasza trasa wycieczki tworzy niezwykle malowniczą pętlę prowadzącą lokalnymi drogami D20, D25 oraz D998 przez samo serce Parku Narodowego Cévennes. Rozpoczyna się ona u stóp majestatycznego szczytu Pic de Finiels, skąd schodzi w stronę urokliwego Le Pont-de-Montvert, idealnego punktu na obiad i chwilę oddechu nad rzeką. Stamtąd kręte drogi prowadzą wprost pod szumiący wodospad Cascade de Rûnes oraz klimatyczne osady, by na koniec doprowadzić nas do mistycznego płaskowyżu Cham des Bondons.

Region Cévennes słynie również z jednego z najbardziej znanych szlaków pieszych we Francji – GR 70, czyli Szlaku Stevensona (Chemin de Stevenson). Nazwa pochodzi od szkockiego pisarza Roberta Louisa Stevensona (autor "Wyspy Skarbów"), który w 1878 roku przemierzył ten rejon pieszo w towarzystwie... osiołka o imieniu Modestine. Do dziś pokonywanie tej trasy z wynajętym osiołkiem, który niesie bagaże, jest absolutnym hitem i tradycją tego regionu.

Bardzo chcielibyśmy kiedyś przeżyć taką kilkudniową przygodę, piechotą przemierzając Cévennes z osiołkiem u boku, to idealny przepis na slow travel! Zresztą ten niezwykły klimat i przygody na trasie świetnie i z ogromnym wdziękiem ukazuje francuska komedia romantyczna „Osiołek, kocanek i ja” (Antoinette dans les Cévennes). Jeśli jeszcze jej nie widzieliście, gorąco polecam przed wyjazdem w te strony!

 

 

 

 

Sprawdź nas:

Strona www stworzona w kreatorze WebWave.