Blog podróżniczy | Enoturystyka, wina, przepisy, zwiedzanie z dzieckiem, podróże rowerowe

Czy warto odwiedzić Marais Poitevin?

Marais Poitevin nie zachwyca jednym wielkim zabytkiem. Nie ma tu punktu, przy którym robi się zdjęcie i po dziesięciu minutach wraca do samochodu. To raczej cały krajobraz, szmer wody, zielone tunele, płaskie łodzie i małe miejscowości, w których życie nadal toczy się blisko kanałów.

Nam właśnie dlatego spodobało się tutaj tak bardzo. Po głośnych miastach, zatłoczonych plażach i kolejnych obowiązkowych atrakcjach Maillezais i Coulon okazały się idealnym miejscem na zwolnienie tempa. Rejs, krótki spacer, wizyta w muzeum i filcowe zwierzęce maski, które zrobiły Tosi dzień, czasami naprawdę nie trzeba niczego więcej.

Marais Poitevin jest świetnym przystankiem w drodze do La Rochelle, na Île de Ré albo dalej w stronę Bordeaux. To jedna z tych francuskich perełek, o których w Polsce wciąż mówi się niewiele. I może właśnie dzięki temu Zielona Wenecja nadal pozostaje naprawdę zielona, cicha i trochę ukryta.

Przy nabrzeżu działa kilka restauracji i naleśnikarni z tarasami wychodzącymi w stronę rzeki. W menu pojawiają się naleśniki, ryby, węgorze, kozie sery oraz lokalne dania z fasoli mogettes. Nie trzeba jednak planować wielkiego obiadu, równie dobrze sprawdzi się bagietka, ser i mały piknik nad wodą.

W sezonie warto zjeść wcześniej albo zarezerwować stolik, zwłaszcza gdy zależy Wam na miejscu przy samym brzegu. Widok przepływających łodzi zdecydowanie podnosi smak nawet najprostszego francuskiego naleśnika.

 

Po zwiedzaniu koniecznie zajrzyjcie do muzealnego sklepiku. Oprócz książek, pocztówek, pluszaków i lokalnych produktów można znaleźć tam naprawdę ładne, filcowe maski zwierząt. Można też je kupić w sklepie przy przystani Maillezais. Tosi spodobały się szczególnie. Prosta rzecz, bez elektroniki i migających świateł, a frajdy było więcej niż przy niejednej „nowoczesnej” atrakcji. Maski są miękkie, kolorowe i zdecydowanie wyróżniają się na tle zwykłych plastikowych pamiątek. To jeden z tych drobiazgów, który dziecko zapamiętuje lepiej niż wszystkie daty i muzealne opisy razem wzięte. Wzieła sowę, mysz i lisa.

W sklepach można kupić również lokalne przetwory, karmel, fasolę mogettes, produkty z arcydzięgla oraz charakterystyczne dla regionu alkohole: Pineau des Charentes to tradycyjny francuski trunek aperitifowy powstający z połączenia lekko sfermentowanego soku winogronowego i mocnego koniaku. Trouspinette to regionalny alkohol z Wandei, tworzony przez macerację młodych pędów tarniny (lub innych owoców) w winie pomieszanym ze spirytusem i cukrem. Bardziej odważni znajdą nawet pasztety z nutrii, zwierzęcia, które zadomowiło się w tutejszych kanałach i nie cieszy się szczególną sympatią mieszkańców jako gatunek inwazyjny.

 

 

Najlepszym sposobem na poznanie Marais Poitevin pozostaje oczywiście rejs. Tradycyjne łodzie są płaskie, wąskie i bardzo stabilne. Dawniej służyły mieszkańcom do transportowania ludzi, zwierząt, drewna oraz produktów rolnych. Dziś wożą głównie turystów, ale wystarczy odpłynąć kawałek od brzegu, żeby gwar rozmów szybko został za plecami. My startowaliśmy z przystani Abbey Pier przy Rue du Grand Port w Maillezais.

To mniejsza, znacznie bardziej kameralna przystań niż te w popularnym Coulon. Tuż obok niej rozciągają się majestatyczne ruiny gotycko-romańskiego opactwa Abbaye de Maillezais, co nadaje całemu miejscu niezwykłego klimatu już od pierwszych minut na wodzie. To niesamowite miejsce pokazujące historię dawnych mnichów, którzy jako pierwsi ukształtowali tutejsze kanały i przekształcili dzikie mokradła w unikalny ekosystem.

Kanały stopniowo stają się coraz węższe. Drzewa rosną niemal bezpośrednio z brzegów, ich korzenie trzymają wilgotną ziemię, a gałęzie spotykają się wysoko nad wodą. Słońce przebija się przez liście tylko miejscami, tworząc jasne plamy na powierzchni kanału. Czasami mija nas druga łódź, czasami czapla nieruchomo stojąca na brzegu, można spotkać krowy, gęsi, a czasami nie dzieje się kompletnie nic. I właśnie to „nic” jest tutaj najlepsze. Podczas rejsu z przewodnikiem można dowiedzieć się, jak mieszkańcy przez wieki kontrolowali poziom wody, dlaczego drzewa przy kanałach są regularnie przycinane oraz jak wyglądało codzienne życie w osadach, do których najłatwiej docierało się łodzią. Można też popłynąć samodzielnie. To dobra opcja dla osób, które chcą zatrzymywać się na zdjęcia i płynąć własnym tempem. Trzeba tylko pamiętać, że sterowanie długą, ciężką łodzią nie zawsze wygląda tak elegancko, jak w rękach miejscowych przewodników. Pierwsze zakręty mogą przypominać bardziej wodny kurs prawa jazdy niż romantyczny rejs po francuskiej Wenecji.

 

Marais Poitevin zajmuje ogromny obszar pomiędzy Niort a Atlantykiem i rozciąga się na terenach trzech departamentów: Vendée, Deux-Sèvres oraz Charente-Maritime. Park tworzą nie tylko porośnięte drzewami kanały znane ze zdjęć, ale również otwarte pola, osuszone mokradła, łąki, wały przeciwpowodziowe oraz nadmorska zatoka Aiguillon.

Dawno temu znajdowała się tutaj morska zatoka nazywana Zatoką Piktonów. Z biegiem stuleci była stopniowo zamulana, osuszana i przekształcana przez człowieka. Już w średniowieczu mnisi z okolicznych opactw kopali kanały i budowali groble, próbując odzyskać żyzną ziemię pod uprawy.

W ten sposób powstały dwie różne krainy. Pierwsza to marais desséché, czyli mokradła osuszone i chronione wałami. Druga to marais mouillé, tereny zalewowe przecięte gęstą siecią niewielkich kanałów. To właśnie ich najbardziej zielona część otrzymała nazwę Zielonej Wenecji.

Skala całego systemu robi wrażenie. Na terenie Marais Poitevin znajduje się około 8200 kilometrów cieków i kanałów, 1000 kilometrów wałów oraz setki budowli regulujących poziom wody. Obszar jest Regionalnym Parkiem Przyrody, posiada oznaczenie Grand Site de France, a od 2023 roku również status mokradła o międzynarodowym znaczeniu Ramsar.

 

Informacje Praktyczne

Parking: Najwygodniej zostawić samochód na parkingu usytuowanym tuż przy przystani i drodze prowadzącej do opactwa przy Rue du Grand Port w Maillezais. Znajdziecie tam bez problemu dogodne miejsca postojowe, z których jest zaledwie kilka kroków do łódek i kas biletowych. W Coulon Parking de l’Autremont przy Rue André Cramois. Znajduje się tam ponad 200 miejsc, a do centrum Coulon i Maison du Marais Poitevin idzie się około 300 metrów przyjemną drogą wzdłuż rzeki.

Ile czasu przeznaczyć? Na spacer wokół przystani Abbey Pier, terenu opactwa Maillezais i krótkie zwiedzanie okolic wystarczą około 2 godziny. Jeżeli planujecie wizytę na terenie ruin opactwa oraz rejs łodzią po kanałach, najlepiej zarezerwować przynajmniej pół dnia. Przy połączeniu łodzi, rowerów i spokojnego obiadu można zostać tutaj od rana do późnego popołudnia.

Rejs łodzią: 

Przy przystani Abbey Pier w Maillezais działa wypożyczalnia i przystań flisacka. Można wybrać rejs z przewodnikiem, który steruje długą tyczką zwaną pigouille, albo wypożyczyć łódź na własną rękę. W tym drugim przypadku dostaje się mapę kanałów, ale warto uważnie pilnować oznaczeń, wszystkie zielone zakręty po pewnym czasie zaczynają wyglądać podejrzanie podobnie. Więcej info TU TU.

Maillezais:

  • Rejs z flisakiem (Boat trip with boatman): trasy od 2 do 5,5 km (czas trwania od 1 do 3 godzin, z możliwością powrotu pieszo) – ceny zaczynają się od 13,50 € / osoba dorosła.

  • Wynajem łodzi bez flisaka (Boat rentals): czas trwania od 1h 15 min do 4 godzin (możliwość piknikowania) – ceny zaczynają się od 21 € za 2–3 osoby.

 

Coulon:

  • Rejs prywatny z flisakiem kosztuje około 23 € za 1 godzinę, 29 € za 1,5 godziny lub 35 € za 2 godziny od osoby dorosłej. Dzieci w wieku 5–12 lat płacą odpowiednio 13 €, 17 € lub 21 €, a rejs odbywa się przy minimum dwóch osobach.

  • Wynajem całej łodzi bez flisaka kosztuje około 30 € za godzinę, 40 € za 1,5 godziny, 50 € za 2 godziny lub 80 € za 5 godzin – maksymalnie dla 7 osób.

  • Dostępny jest też rejs współdzielony z flisakiem: 1,5 godziny kosztuje około 19 € za osobę dorosłą i 13 € za dziecko, przy minimum czterech uczestnikach.

 

Kiedy przyjechać? W wakacyjne weekendy robi się tłoczniej, dlatego najlepiej pojawić się rano. Maj, czerwiec i wrzesień są świetnym wyborem, jest zielono i ciepło, ale spokojniej niż w szczycie sezonu. Latem na wodzie przydaje się krem z filtrem, nakrycie głowy i środek przeciw komarom.

The sun is shining through the trees in the forest

Jeśli wybierzecie Coulon, to przy nabrzeżu znajduje się Maison du Marais Poitevin, niewielkie muzeum pokazujące historię i codzienne życie mieszkańców mokradeł. Mieści się ono w dawnym budynku Maison de la Coutume. W przeszłości pobierano tutaj opłaty od przewoźników transportujących towary rzeką, a zebrane pieniądze przeznaczano na utrzymanie śluz i dróg wodnych.W środku można zobaczyć odtworzone wnętrze domu z końca XIX wieku, tradycyjne sprzęty, narzędzia oraz wystawy wyjaśniające, jak człowiek nauczył się żyć na terenie regularnie zalewanym przez wodę. Osobną część poświęcono węgorzom, przez lata stanowiącym jeden z symboli lokalnej kuchni i gospodarki. 

Wyobraźcie sobie miejsce, w którym drogi czasami ustępują kanałom, łodzie zastępują samochody, a nad wodą pochylają się stare jesiony i wierzby, tworząc zielone tunele. Jest cicho, spokojnie i trochę tajemniczo. Nie ma wielkich zabytków, kolejek ani atrakcji krzyczących z każdego billboardu. Jest za to natura, która od pierwszych minut zmusza do zwolnienia tempa.

25 lipca 2026

"Marais Poitevin: Ukryta perełka zachodniej Francji poza utartym szlakiem"

.

 

To właśnie Marais Poitevin, czyli jeden z największych obszarów podmokłych na francuskim wybrzeżu Atlantyku. Jego najbardziej malowniczą część nazywa się Venise Verte - Zieloną Wenecją. I choć porównania do Wenecji bywają czasami mocno naciągane, tutaj naprawdę trudno wymyślić lepszą nazwę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

    

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Sprawdź nas:

Strona www stworzona w kreatorze WebWave.