Po wyjściu z muzeum wracamy spokojnym krokiem w stronę starego miasta, trzymając się brzegu rzeki Onyar. Kolorowe kamienice odbijają się w wodzie jak na pocztówce, a im bliżej centrum, tym więcej życia. Po drodze mijamy Casa Masó, charakterystyczny dom wkomponowany w rząd pastelowych fasad, związany z architektem Rafaelem Masó. To jeden z tych detali, które łatwo przeoczyć, a robią klimat całego miejsca.
Ponieważ kolacja czeka w hotelu, robimy tylko krótki przystanek, szybkie tapas i coś zimnego do picia. Klasyka: oliwki, patatas bravas, chorizo i zimna sangria.
Jeśli chcecie słodką pamiątkę z Girony, warto zajrzeć do Xocolateria Xocolata Girona, gdzie wszystko kręci się wokół czekolady w najlepszym wydaniu. To miejsce działa w stylu tree to bar, więc kakao przechodzi tu całą drogę od ziarna do gotowej tabliczki, a smak naprawdę robi robotę. W środku znajdziecie dziesiątki wariantów, od klasycznych czekolad, przez kolorowe draże, aż po bardziej wymyślne słodkości, które spokojnie nadają się na prezent. Klimat jest trochę retro, trochę rzemieślniczy, z nutą podróży między Ameryką Południową a Katalonią. To idealny przystanek, jeśli chcecie zabrać ze sobą coś więcej niż tylko zdjęcia.
Po wyjściu z katedry naturalnie kierujemy się na mury miejskie, jeden z najfajniejszych spacerów w Gironie. Wąska ścieżka prowadzi wzdłuż kamiennych fortyfikacji, z których co chwilę otwierają się widoki na stare miasto i okolicę .To lekka trasa, bardziej na chłonięcie klimatu niż wysiłek, z kilkoma punktami widokowymi po drodze.
Co jakiś czas pojawiają się baszty i wieże obronne, na które można wejść, kiedyś służyły do obserwacji i obrony miasta, dziś są najlepszymi punktami widokowymi. Z góry widać nie tylko dachy Girony, ale też zielone wzgórza i fragmenty dawnych murów ciągnących się wokół starego miasta.
I nagle, po tym całym średniowiecznym klimacie, wychodzimy prosto na coś zupełnie innego, czerwony most, który wygląda jak żywcem wyjęty z innej epoki. Pont de les Peixateries Velles, czyli słynny most Eiffla, to żelazna konstrukcja zaprojektowana jeszcze przed wieżą w Paryżu przez firmę Gustave Eiffel. Czerwona stalowa kratownica tworzy charakterystyczny tunel, po zejściu przez most warto się na chwilę zatrzymać i po prostu popatrzeć na odbicia w wodzie kolorowych domów, na detale fasad i na wieżę katedry wystającą ponad dachy.
Po drugiej stronie rzeki, już w tej bardziej lokalnej części miasta, warto zajrzeć do Cinema Museum Girona. To jedno z ciekawszych i bardziej niedocenianych miejsc w Gironie, które pokazuje historię kina od zupełnych początków, jeszcze zanim powstał film, jaki dziś znamy. Bilet 7€.
W logo cukierni pojawia się El Tarlà, postać z lokalnej legendy, według której akrobata potajemnie odwiedzał córkę cukiernika i, przyłapany, zdradził przepis na xuixo, by uniknąć kary.
Druga, bardziej znana wersja mówi, że w czasie epidemii dżumy Tarlà zabawiał zamkniętych na ulicy Argenteria mieszkańców, robiąc akrobacje na drążku dziś jego kukiełka co roku pojawia się nad ulicą, przypominając o tej historii i lokalnej tradycji. Kukiełka El Tarlà pojawia się co roku w maju podczas święta wiosennego na Carrer Argenteria, najczęściej w okolicach Sant Jordi (23 kwietnia) i tzw. lokalnych „świąt ulicznych” (festes de primavera).
W środku bazyliki jest mniej monumentalnie, bardziej surowo i klimatycznie. Kamienne ściany, sklepienia i miękkie światło tworzą spokojną, lekko mroczną przestrzeń, która naturalnie wycisza. Główna nawa prowadzi prostą linią aż do ołtarza, gdzie nagle pojawia się złoto, detale i zupełnie inny, bardziej barokowy charakter. Ten kontrast robi największe wrażenie, od ciszy kamienia do bogactwa formy w kilku krokach.
Po drodze trafiają się małe kościoły i niepozorne budynki z prostymi, romańskimi portalami, leniwie, bez biletów, za to z historią zapisaną w kamieniu. Wystarczy zejść z głównej trasy, żeby znaleźć detale, które robią klimat: stare drewniane drzwi, przetarte przez czas, z wyblakłą farbą i odręcznymi napisami, które wyglądają jak ślady po dawnych mieszkańcach. To trochę jak kronika miasta zapisana nie w muzeum, tylko na zwykłych ścianach i wejściach do domów.
Następnie ruszamy w stronę Banys Àrabs w Gironie to jedne z najlepiej zachowanych średniowiecznych łaźni w Hiszpanii, choć wbrew nazwie nie są arabskie, a jedynie inspirowane stylem mauretańskim. Powstały w XII wieku na wzór rzymskich term i pełniły funkcję miejsca higieny, spotkań i odpoczynku. Cały układ opiera się na przechodzeniu przez kolejne pomieszczenia o różnej temperaturze, od chłodnych po gorące. Najbardziej charakterystyczna jest sala wejściowa z ośmiokątnym basenem i kolumnami pod kopułą, która wygląda jak żywcem wyjęta z innej epoki. To właśnie tu zaczynała się wizyta, coś na kształt dzisiejszej strefy relaksu. W kolejnych salach można zobaczyć, jak funkcjonował średniowieczny „system spa”, oparty na prostych, ale skutecznych rozwiązaniach. Łaźnie zostały częściowo zniszczone podczas wojen, a później odbudowane i przez wieki zmieniały swoje funkcje. Dopiero w XX wieku przywrócono im obecny wygląd i udostępniono zwiedzającym. Dziś nie są dużą atrakcją, ale mają niesamowity klimat i pozwalają poczuć historię bez tłumów. To miejsce bardziej do spokojnego przejścia i złapania atmosfery niż do długiego zwiedzania. Bilety 3€.
Za parkiem szybko dochodzimy do rzeki Onyar, gdzie Girona pokazuje swoją najbardziej charakterystyczną twarz, kolorowe domy stoją tu praktycznie nad samą wodą. Ich fasady są nierówne, trochę „posklejane”, ale właśnie to tworzy klimat, który można zobaczyć na pocztówkach, a w tle ponad dachami wyrasta wieża katedry. Dawniej były to zwykłe kamienice rzemieślników i kupców, dziś są jednym z symboli miasta. Przechodzimy przez wąski most, który prowadzi prosto w stronę starego miasta i daje jeden z najlepszych kadrów na całą zabudowę.
Pierwsze kroki kierujemy do Bazyliki Sant Feliu, stoi ona tuż obok katedry, ale ma spokojniejszy, mniej turystyczny klimat. Świątynia powstała na miejscu wczesnochrześcijańskiego kościoła zbudowanego nad grobem św. Feliksa, który zginął w Gironie w czasach prześladowań chrześcijan za panowania cesarza Dioklecjana (III/IV wiek), Według tradycji został stracony za wiarę, a jego grób szybko stał się miejscem kultu. W czasach rzymskich Girona funkcjonowała jako Gerunda, a zachowane w środku sarkofagi to właśnie pozostałość po tamtej epoce – pierwotnie były grobowcami lokalnych elit, później wmurowano je w ściany kościoła. Z zewnątrz uwagę przyciąga charakterystyczna wieża ze „ściętym” szczytem, a w środku surowy klimat sprawia, że to krótki, ale bardzo konkretny przystanek na start zwiedzania.
+
W Gironie byliśmy tylko jeden dzień, trochę „przy okazji”, przed odlotem podczas pobytu w Barcelonie, ale to jedno z tych miejsc, które potrafią pozytywnie zaskoczyć. Miasto jest na tyle kompaktowe, że w jeden dzień można zobaczyć naprawdę sporo, a jednocześnie na tyle klimatyczne, że chce się tu zostać dłużej. Na naszej mapce zaznaczyliśmy jeszcze kilka punktów, do których już nie zdążyliśmy dotrzeć, więc jest dobry pretekst, żeby tu wrócić. Girona ma w sobie coś spokojniejszego i bardziej autentycznego niż Barcelona, a przy tym wcale nie ustępuje jej urodą. To idealny kierunek na krótki city break albo właśnie taki przystanek przed lotem. I zdecydowanie miejsce, które zostaje w głowie na dłużej.
Po drodze na stare miasto robimy jeszcze jeden przystanek w Rocambolesc Gelateria, które na pierwszy rzut oka wygląda jak zwykła lodziarnia, ale szybko okazuje się czymś dużo więcej. To miejsce stworzył Jordi Roca, więc zamiast klasycznych lodów dostajemy małe dzieła sztuki w rożku. W środku jest trochę jak w cukierniczym laboratorium Williego Wonki maszyny, kolory i dziesiątki dodatków, które bardziej przypominają fine dining niż uliczny deser. Wybieramy coś prostego, ale i tak kończy się na rożku, który wygląda jak z Instagrama i smakuje jeszcze lepiej niż wygląda. Jako fan Gwiezdnych Wojen nie mogłem się powstrzymać i spałaszowałem jeszcze lodową wersję Dartha Vadera. Z takim deserem w ręku Girona smakuje jeszcze lepiej.
W środku znajdziesz stare projektory, urządzenia optyczne i wynalazki, które tworzyły iluzję ruchu – coś pomiędzy nauką a magią. Całość jest bardzo interaktywna, więc to fajny przystanek nawet z dziećmi, bo można zobaczyć, jak „rodziło się kino” krok po kroku. To dobra odskocznia od zabytków.
Po chwili schodzimy do Jardins dels Alemanys, małego, spokojnego parku ukrytego tuż przy murach. Cień drzew, ławki i widok na stare fortyfikacje sprawiają, że to idealne miejsce na chwilę oddechu. Ich nazwa nawiązuje do okresu wojen napoleońskich, kiedy w czasie oblężeń Girony stacjonowały tu wojska napoleońskie (w tym żołnierze niemieckiego pochodzenia). Po zniszczeniach wojennych teren stopniowo przestał pełnić funkcję militarną i z czasem został przekształcony w zieloną przestrzeń.
Schodząc dalej w stronę starego miasta, przez dawną dzielnicę żydowską El Call, wchodzimy w prawdziwy labirynt wąskich uliczek, gdzie Girona pokazuje swoje najbardziej autentyczne oblicze. Kamienne ściany, ciasne przejścia i strome schody tworzą klimat, który momentami bardziej przypomina średniowieczną twierdzę niż turystyczne miasto.
Wrażenie robi także bogato zdobione prezbiterium i liczne kaplice boczne – to miejsce nie tylko sakralne, ale też świadek historii miasta od czasów rzymskich po współczesność. Katedra była rozbudowywana przez kilka stuleci, dlatego dziś łączy w sobie style romański, gotycki i barokowy. Skrywa nie tylko imponującą nawę, ale też jedno z najciekawszych miejsc – romański krużganek z XII wieku. To spokojna przestrzeń z arkadami i ogrodem pośrodku, która przez wieki służyła kanonikom jako miejsce codziennego życia i refleksji.
Warto zwrócić uwagę na detale kolumn i kapiteli, gdzie wyrzeźbiono sceny biblijne i motywy roślinne. Z krużganka można wejść do dawnej sali kapitularnej oraz muzeum katedralnego. W środku znajduje się również słynny Tapís de la Creació, średniowieczny arras przedstawiający stworzenie świata. To jeden z najcenniejszych zabytków w całej katedrze i prawdziwa perełka sztuki romańskiej. Dziś katedra jest jednym z najważniejszych punktów Girony – miejscem, które warto zobaczyć nie tylko dla widoków, ale też dla klimatu i historii.
Czas wdrapać się po schodach do Katedra Najświętszej Marii Panny, to jeden z najbardziej imponujących kościołów w Hiszpanii. Jej budowę rozpoczęto w XI wieku na miejscu dawnego meczetu, który wcześniej powstał na ruinach rzymskiej świątyni. Najbardziej charakterystycznym elementem jest ogromna, barokowa fasada i monumentalne schody prowadzące do wejścia. Wnętrze zaskakuje jeszcze bardziej, znajduje się tu najszersza nawa gotycka na świecie (ok. 23 metry szerokości). Przestrzeń jest surowa, ale robi ogromne wrażenie skalą i światłem wpadającym przez witraże. Szczególną uwagę przyciągają drewniane organy, które stoją na wysokiej emporze i są jednym z ważniejszych elementów wyposażenia katedry. Ich obecna forma pochodzi głównie z XVII–XVIII wieku, choć instrument był wielokrotnie przebudowywany i dostosowywany do nowych potrzeb muzycznych.
Powyżej fragment ołtarza z XVI wieku i jeden z obrazów autorstwa Joana de Borgonya, przedstawiające sceny z życia i męczeństwa św. Feliksa, patrona Girony.
Informacje praktyczne
Godziny otwarcia (orientacyjnie): Bazylika Sant Feliu: pon.–sob. 10:00–17:30, niedziele 13:00–17:30Katedra: zwykle 10:00–18/19:00, niedziele od ok. 12:00
Cena biletu: ok. 7–8 € za bilet podstawowy
Ważne !!!!: bilet jest łączony, w tej cenie masz wejście do katedry + bazyliki Sant Feliu (często też opcja rozszerzona z muzeum)
Tuż obok trafiamy na kultową cukiernię słynącą z xuixo lokalnego przysmaku z kremem, smażonego na głębokim tłuszczu i obsypanego cukrem. To jedno z tych miejsc, gdzie wchodzisz „na chwilę”, a wychodzisz z czymś na drogę i uśmiechem.
1. Parc de la Devesa - Największy zielony teren w mieście, idealny na spokojny start dnia. Wysokie platany robią cień i klimat trochę jak z południa Francji.
2. Basilica de Sant Feliu - Charakterystyczna bryła z wysoką wieżą, mniej tłumów niż przy katedrze. W środku m.in. rzymskie sarkofagi – szybki, ale ciekawy przystanek.
3. Monestir de Sant Pere de Galligants - Romański klasztor z surowym klimatem i małym dziedzińcem. Cicho, spokojnie, bardziej do poczucia niż „zwiedzania”.
4. Banys Àrabs - Niewielkie łaźnie inspirowane stylem arabskim, z charakterystyczną salą kolumnową. Krótko, ale wizualnie bardzo konkret.
5. Katedra (Catedral de Santa Maria) - Najbardziej rozpoznawalny punkt miasta z monumentalnymi schodami. W środku ogromna przestrzeń, która robi większe wrażenie niż zdobienia.
6. Monestir de San Daniel - Położony trochę na uboczu, w zielonej dolinie. Jeśli masz czas – spokojny kontrast do miejskiego klimatu.
7. Jardins dels Alemanys - Mały park przy murach, dobry na chwilę oddechu. Cień, ławki i widok na stare mury.
8. Muralla de Girona - Spacer po murach to szybki sposób na zobaczenie miasta z góry. Widoki są warte tych kilku minut podejścia.
9. Museu d’Història dels Jueus - Daje kontekst do dzielnicy El Call i historii społeczności żydowskiej. Warto, jeśli chcesz zrozumieć miejsce, a nie tylko je zobaczyć.
10. Casa Masó - Dom nad rzeką zaprojektowany przez Rafaela Masó. Bardziej ciekawostka architektoniczna niż must-see.
Są miasta, które „odhaczasz”. I są takie, do których chcesz wrócić jeszcze zanim wyjedziesz. Girona zdecydowanie wpada do tej drugiej kategorii. Kameralna, autentyczna, bez tłumów jak w Barcelonie, a przy tym pełna historii i detali, które robią klimat.
Bo wszystko masz pod ręką. Stare miasto, rzeka, mosty, katedra, klimatyczne uliczki i knajpy, gdzie zamiast turystycznego show dostajesz normalne życie. Idealne na 1–2 dni bez spiny.
11. Rambla de la Llibertat - Główna ulica życia – knajpy, sklepy i spacerowy klimat. Dobre miejsce na kawę i obserwowanie miasta.
12. Pont de les Peixateries Velles - Czerwony most projektu Eiffla, najbardziej „instagramowy” punkt. Krótki przystanek, ale zdjęcie obowiązkowe.
13. Cinema Museum - Nietypowe muzeum kina z ciekawą kolekcją starych urządzeń. Raczej dla zajawkowiczów niż każdego.
14. Pont de Pedra - Klasyczny kamienny most z ładnym widokiem na rzekę i kolorowe domy. Spokojniejsza alternatywa dla czerwonego mostu.
15. Teatre Municipal de Girona - Ładny budynek bardziej jako punkt orientacyjny. Warto zerknąć po drodze, ale bez konieczności wchodzenia.
16. Mercat del Lleó - Lokalny targ z jedzeniem i codziennym życiem mieszkańców. Dobry na szybkie przekąski i autentyczny klimat.
Hotel mieliśmy praktycznie przy Parc de la Devesa, więc start dnia był aż za prosty. Wychodzisz i od razu jesteś w zielenej oazie chroniącej przed upaem, wysokie platany, cień, zero pośpiechu. To dobre wejście w Gironę, bo zanim trafisz w kamień i stare mury, masz chwilę luzu i przestrzeni.
Z parku do starego miasta masz dosłownie kilka minut. Bez kombinowania, bez mapy – po prostu kierujesz się w stronę starej zabudowy i nagle jesteś w zupełnie innym świecie.
Sprawdź nas:
Strona www stworzona w kreatorze WebWave.