Blog podróżniczy | Enoturystyka, wina, przepisy, zwiedzanie z dzieckiem, podróże rowerowe

Rampą d'Aguesseau schodzimy dalej i trafiamy na „Sales Mioches” Berliona i Corbeyrana z 2003 roku. Banda dzieciaków z Lyonu lat 60. wygląda, jakby właśnie przyłapano ją na gorącym uczynku, dalej na avenue Gambetta zatrzymujemy się przy wieży archiwów departamentu. François Schuiten pokrył jej fasadę stalowymi płytami, z których układa się Franz Kafka przygnieciony górą książek. Z bliska widać metal, z daleka obraz. Dalej, pod numerem 58, czeka mural Morrisa z 2001 roku: Lucky Luke, Jolly Jumper i czterej bracia Daltonowie ustawieni na tle ceglanego muru z zamurowanymi oknami. Na dworcu kolejowym zadzieramy głowy, bo na dachu stoi wielki Lucien. Na schodach do hali wbiegają Smerfy Peyo. Przed dworcem stoi obelisk wysoki na cztery i pół metra, z 82 cytatami z książek Goscinny'ego. Obok w 2021 roku dostawiono menhir na cześć Uderzo.

Wjeżdżamy na górę i zostawiamy samochód na parkingu podziemnym przy ratuszu (Hôtel de Ville). Wychodzimy prosto na budynek, który wygląda jak zamek z bajki dobudowany do urzędu. Ratusz stanął w latach 1858–1866 w miejscu dawnego zamku książąt Angoulême. Architekt zostawił dwie średniowieczne wieże: Tour de Lusignan z XIII wieku i Tour de Valois z XV wieku. 

Pierwsze kroki kierujemy do informacji turystycznej (Office de Tourisme) przy rue Hergé 71bis. Bierzemy bezpłatną papierową mapę szlaku murali, a na telefon ściągamy darmową aplikację Loopi, w której ta sama trasa jest rozpisana punkt po punkcie. Tosia dostaje mapę i od razu ogłasza się kapitanem wyprawy. 

Kilka kroków dalej, na placu Hergé, stoi brązowe popiersie ojca Tintina. Ulica i plac noszą jego imię, więc trudno o lepszy początek komiksowego spaceru. Pomnik przypomina też o Zhang Chongrenie, chińskim artyście i przyjacielu Hergégo, który był pierwowzorem Czanga z „Błękitnego lotosu”. 

Jest też sala poświęcona Tintinowi z rakietą, sala z sejfem i scenografią z figurkami komiksowych postacii. Tintin to bohater stworzony przez belgijskiego rysownika Hergégo, młody reporter, który razem z wiernym psem Milusiem rozwiązuje zagadki i podróżuje po świecie. Nawet jeśli nie znacie komiksów, warto tu zajrzeć choćby dla samego wystroju.

Wokół rue Hergé czekają pierwsze murale. Na rogu rue de l'Arsenal stewardesa Natacha z „Natacha et P'tit Bout d'Chique” François Walthéry'ego, a nad ulicą, wysoko na fasadzie, siedzi Baron Noir, czarny ptak Gota i Pétillona, który od lat kpi sobie z wszystkich, którzy przechodzą pod nim. W pasażu Marengo trzeba podnieść głowę do okna na pierwszym piętrze, bo tam wychyla się Gaston Lagaffe ze swoim szefem Prunelle'em, narysowani ręką samego Franquina. Gastona nasze dzieci znajdują pierwsze, choć to on wygląda, jakby właśnie zamierzał narozrabiać, a reszta tylko się przygląda.

Dalej wychodzimy na Promenade des Remparts, trasę spacerową biegnącą wzdłuż dawnych murów obronnych. Na Rempart Desaix mijamy pomnik Sadiego Carnota, prezydenta Francji zamordowanego w 1894 roku w Lyonie, i kierujemy się do katedry Saint-Pierre.

 

Z katedry wracamy wąskimi uliczkami starego miasta w stronę parkingu pod ratuszem. Po drodze mijamy kolejne komiksowe murale, więc co chwilę przystajemy i wyciągamy aparat. Na placu Saint-André oglądamy „Mémoires du XXe Ciel” według projektu Yslaire’a, namalowane fasady tak dobrze wpisują się w otoczenie, że z daleka można je wziąć za dalszy ciąg uliczki. Tuż obok stoi kościół św. Andrzeja, którego historia sięga XII wieku. Między kamiennymi budynkami, na niewielkich placach i za kolejnymi zakrętami wypatrujemy jeszcze komiksowych akcentów. Tosia ponownie sprawdza mapę, czy nie przegapiliśmy żadnego muralu, a zwykły powrót do samochodu zamienia się w ostatnie poszukiwania. Wszystkich i tak nie udaje nam się zobaczyć, ale to nic, zawsze coś zostaje na następny raz.

Zanim zejdziemy w dół miasta, robimy przerwę w hali targowej Les Halles. To dobry moment, żeby dzieci odpoczęły, a dorośli zajrzeli na stoiska z serami, pieczywem i owocami. Kupujemy coś na szybko, trochę owoców i bagietkę, i siadamy na chwilę przy hali. Jeśli trafiliście na dzień targowy, w środku jest głośno, kolorowo i pachnie wszystkim naraz. Taki postój przed dalszym spacerem przydaje się bardziej, niż się wydaje, bo w dół i z powrotem pod górę jest kawałek drogi. Ciekawostka toalety są oznaczone figurkami z komiksu.

W muzeum szczególnie ucieszyła mnie sala poświęcona Thorgalowi, jako fan tej serii nie mogłem jej ominąć. Ten komiksowy świat łączy przygody wikingów z fantastyką i science fiction. Serię stworzyli polski rysownik Grzegorz Rosiński oraz belgijski scenarzysta Jean Van Hamme. Thorgal zadebiutował w 1977 roku na łamach magazynu „Tintin”. Strona poswięcona Thorgalowi jeśli go nie znacie. To właśnie rysunki Rosińskiego nadały jego przygodom charakterystyczny klimat, pełen surowych krajobrazów i tajemnicy. Miło było zobaczyć w Angoulême miejsce poświęcone komiksowi współtworzonemu przez Polaka. 

Po wejściu do Muzeum Komiksu w Angoulême trafiamy na wystawę „L’Aventure éditoriale”, której wielki tytuł wypełniają twarze komiksowych bohaterów. Dalej przechodzimy między jasnymi, łamanymi ściankami z oprawionymi planszami, od czarno-białych rysunków po kolorowe ilustracje. W gablotach leżą szkice, odręczne notatki i rozpisane kadry, dzięki którym można podejrzeć pracę nad komiksem przed drukiem. Obok gotowych scen widać robocze pomysły i poprawki, czyli tę część tworzenia, której zwykle nie oglądamy w albumie. Warto przyjrzeć się im z bliska, nawet bez znajomości francuskiego, bo same rysunki dają tu sporo do oglądania.

Po muzeum robimy jeszcze kilka kroków na kładkę imienia Hugo Pratta, gdzie nad Charentą stoi Corto Maltese i patrzy na wodę, jakby czekał na statek. Potem wracamy do auta, bo stare miasto leży wysoko na skalnym cyplu, a z dziećmi w 35 stopniowym upale nie ma sensu na wspinaczkę.

Czy warto odwiedzić Angoulême?

Angoulême warto odwiedzić dla komiksowych murali, klimatycznej starówki i widoków z murów obronnych. Wyjazd najlepiej połączyć z Międzynarodowym Festiwalem Komiksu, żeby jeszcze mocniej poczuć komiksowy charakter miasta. Jeśli jednak wolicie spokojne spacery i odkrywanie zaułków bez tłumów, wybierzcie termin poza festiwalem.

 

Informacje praktyczne

  • Parking: podziemny parking przy ratuszu (Hôtel de Ville) na górze starego miasta. Z niego wszędzie dojdziecie pieszo.

  • Muzeum Komiksu: zwiedzanie zajmuje ok. 1,5 godziny. Bilety dla dorosłych od ok. 10 €. W pierwszą niedzielę miesiąca (poza lipcem i sierpniem) wstęp jest bezpłatny. Ceny dla dzieci sprawdźcie przed wyjazdem na stronie citebd.org.

  • Informacja turystyczna: 71bis rue Hergé, tel. +33 5 45 95 16 84. Papierowa mapa murali, PDF na angouleme-tourisme.com, darmowa aplikacja Loopi.

  • Murale na naszej trasie: Natacha (róg rue Hergé i rue de l'Arsenal), Baron Noir (rue Hergé), Gaston et Prunelle (passage Marengo), La Fille des Remparts (5 bd Pasteur), Uderzo dans son cosmos (10 bd Pasteur), Titeuf (43 bd Pasteur), Sales Mioches (rampe d'Aguesseau), L'Archiviste (24 av. Gambetta), Lucky Luke (58 av. Gambetta), Un samedi à Malakoff (153 av. Gambetta), Le Monde de René Goscinny (róg rue Goscinny i rue Jules Michelet).

  • Dystans: zejście z hali do dworca i powrót na mury to kilka kilometrów, w tym spore podejście. Z małymi dziećmi lepiej mieć nosidło niż wózek.

  • Katedra Saint-Pierre: otwarta od poniedziałku do soboty w ciągu dnia (godziny sprawdźcie na miejscu).

  • Festiwal Komiksu (FIBD): ostatni weekend stycznia. Jeśli jedziecie wtedy, noclegi rezerwujcie z dużym wyprzedzeniem.

Od muralu poświęconego René Goscinny’emu ruszamy w stronę kościoła Saint-Martial, po drodze wypatrując kolejnych komiksowych akcentów. Na kamiennej fasadzie z namalowanych okien wyglądają bohaterowie „Les Pieds Nickelés”, jakby komentowali przechodzących pod nimi spacerowiczów. Dalej uwagę przyciąga wielka scena science fiction z futurystycznymi maszynami i żółtymi smugami na niebieskim tle, a przy przeszklonym wejściu ze schodami ruchomymi znajdujemy rysunkowe postacie naniesione nawet na szyby. W Angoulême warto więc patrzeć zarówno wysoko na ściany, jak i na zwykłe drzwi. Docieramy w końcu do Saint-Martial, którego neoromańska architektura może zmylić co do wieku budowli. Obecny kościół ukończono w 1856 roku według projektu Paula Abadiego, w miejscu wcześniejszej świątyni zamkniętej z powodu złego stanu technicznego.

Odeszliśmy od centrum więc wracamy w stronę rue Goscinny i rue Jules Michelet, gdzie Moon i Catel namalowali „Le Monde de René Goscinny”. To dwudziesty piąty mural w Angoulême i pierwszy, który przedstawia nie bohatera, tylko autora. Goscinny siedzi w swojej pracowni, a wokół niego tłoczą się postacie, które wymyślił: Asterix, Lucky Luke, Iznogud i Mikołajek. Dzieci szukają ulubieńców, a my uświadamiamy sobie, ile książek z dzieciństwa napisał jeden człowiek. Niedaleko jest też „Avec le temps” Schuitena z 1998 roku, pierwszy mural w mieście.

Z hali schodzimy boulevard Pasteur i tu murale zaczynają się pojawiać jeden po drugim. Pod numerem 5 wita nas „La Fille des Remparts” Maxa Cabanesa z 2004 roku, trompe-l'œil (Malarstwo iluzjonistyczne), przy którym dzieci długo sprawdzają, co jest namalowane, a co jest prawdziwym oknem. Kawałek dalej, pod numerem 10, czeka największa niespodzianka trasy, czyli „Uderzo dans son cosmos”, mural z 2021 roku o powierzchni dwustu metrów kwadratowych, zaprojektowany przez François Boucqa i namalowany przez ekipę Moon. Uderzo siedzi w nim przy desce kreślarskiej w otoczeniu swoich postaci, a dzieci wyliczają je jak w grze: Asterix, Obelix, Idefiks, gdzieś w tle Rzymianie. Pod numerem 43 stoi Titeuf, chłopiec z charakterystycznym kosmykiem na czubku głowy, narysowany przez Zepa w 2005 roku. Dla naszych dzieci to był bez dwóch zdań najśmieszniejszy mural całego dnia, bo Titeuf zawsze wygląda, jakby właśnie coś przeskrobał i liczył, że nikt nie zauważy. 

Są miasta, które zwiedza się z przewodnikiem w ręku, i są takie, które zwiedza się z zadartą głową. Angoulême należy do tej drugiej grupy. Bohaterowie komiksów patrzą tu na was ze ścian kamienic, a dzieci szybciej niż dorośli wypatrują kolejnego muralu za rogiem. Idealne miejsce na rodzinny dzień.

01 listopada 2026

„Angoulême z dziećmi: muzeum, komiksy na ulicach, rzeźby na katedrze i spacer po starym mieście”

Start nad Charentą: Muzeum Komiksu w dawnych magazynach

Dzień zaczynamy na dole, nad rzeką, w Muzeum Komiksu (Musée de la Bande Dessinée), które wchodzi w skład Cité internationale de la bande dessinée et de l'image. Muzeum mieści się w dawnych magazynach, tak zwanych chais i już samo wnętrze z kamiennymi sklepieniami robi duże wrażenie.

Zbiory to ponad dwanaście tysięcy oryginalnych plansz i rysunków, ale nie trzeba być fanem komiksu, żeby się tu dobrze bawić. Na spokojne zwiedzanie warto zarezerwować około półtorej godziny, a jeśli macie małych fanów rysowania, to raczej dwie.

Skąd w ogóle komiks w Angoulême? Od 1974 roku miasto organizuje Międzynarodowy Festiwal Komiksu (Festival International de la Bande Dessinée), dziś jeden z najważniejszych na świecie. W ostatni weekend stycznia przyjeżdża tu około dwustu tysięcy odwiedzających i kilka tysięcy rysowników, wydawców i dziennikarzy. Przez cztery dni całe miasto zamienia się w jedną wielką wystawę, a namioty i sceny stają nawet na placach starego miasta. Z festiwalu wyrosło wszystko inne: muzeum, biblioteka, szkoły rysunku, studia animacji i dom autorów na murach obronnych, gdzie artyści z całego świata mieszkają i pracują. Dlatego Francuzi mówią o Angoulême po prostu „stolica komiksu”. I to nie jest przesada z folderu reklamowego. Tutaj komiks nie jest rozrywką dla dzieci, tylko pełnoprawną sztuką, którą traktuje się z taką samą powagą jak malarstwo czy literaturę. Dla nas to był najlepszy dowód, że rysunek potrafi zbudować całe miasto.

 

W muzeum jest też duży sklep z komiksami, niestety po francusku. Można za to kupić figurki i akcesoria ze świata Studia Ghibli. Tosia wzieła figurkę Totoro a Teoś kubeczek z bohaterami Ghibli Studio.

 
 

Sprawdź nas:

Strona www stworzona w kreatorze WebWave.